Promocje
Kubek metalowy - Rzućmy wszystko, jedźmy w góry
Kubek metalowy - Rzućmy wszystko, jedźmy w góry
49,00 zł 40,00 zł
szt.
Emaliowany Kubek Działkowca - CZERWONY
Emaliowany Kubek Działkowca - CZERWONY
43,00 zł 29,00 zł
szt.
Koszulka męska - Dzik - JASNOBORDOWA
Koszulka męska - Dzik - JASNOBORDOWA
105,00 zł 79,00 zł
Kubek ceramiczny  - Wiewiórka
Kubek ceramiczny - Wiewiórka
36,00 zł 29,00 zł
szt.
Emaliowany Kubek Działkowca - NIEBIESKI
Emaliowany Kubek Działkowca - NIEBIESKI
43,00 zł 39,00 zł
szt.
Turystyczna chusta wielofunkcyjna - Góry - MAGENTA
Turystyczna chusta wielofunkcyjna - Góry - MAGENTA
39,00 zł 35,00 zł
szt.
Drewniana bransoletka pleciona - Lis - SZARA
Drewniana bransoletka pleciona - Lis - SZARA
59,00 zł 49,00 zł
szt.
Kubek emaliowany- Bieszczady
Kubek emaliowany- Bieszczady
45,00 zł 40,00 zł
szt.
Turystyczna chusta wielofunkcyjna - DUSK GEOMETRIC
Turystyczna chusta wielofunkcyjna - DUSK GEOMETRIC
39,00 zł 29,00 zł
szt.
Kubek ceramiczny  - Sowa
Kubek ceramiczny - Sowa
36,00 zł 29,00 zł
szt.

Hala Łabowska - puste szlaki, widok na Tatry, schronisko bez prądu

0
Hala Łabowska - puste szlaki, widok na Tatry, schronisko bez prądu

Niebieski szlak na Halę Łabowską prowadzi z Piwnicznej-Zdroju. Czas przejścia w jedną stronę to ok. 4 godziny. Można także wyruszyć z osady leśnej: Łomnica-Zdrój Leśniczówka, znacznie skracając trasę. Wybraliśmy ten drugi wariant, gdyż spora część szlaku prowadzi asfaltem przez samą Łomnicę. Ponadto i tak planowaliśmy częściowo wracać tą drogą, schodząc szlakiem żółtym, robiąc ciekawą pętelkę. Wycieczkę rozłożyliśmy na 3 dni, gdyż zaplanowaliśmy także 2 noclegi w schronisku PTTK na Hali Łabowskiej.

Beskid Sądecki, do którego mamy o wiele dalej z rodzinnego Opola, niż np. Beskid Śląski czy Żywiecki dopiero poznajemy i każdy wyjazd jest dla nas wyprawą w "nieznane". Gdy pod koniec lutego w naszym mieście, na słupkach rtęci temperatura sięgała grubo ponad 10°C, postanowiliśmy poszukać jeszcze trochę zimy. Wybraliśmy Halę Łabowską, gdyż było to akurat jedne z nielicznych w okolicy schronisko, w którym były wolne miejsca oraz możliwość noclegu z psami. Plan od początku był taki, żeby prosto z parkingu, wdrapać się z plecakami na jakąś fajną miejscówę i zostać tam na noc. Po to, by nie stresować się, że trzeba zdążyć na dół przed zmrokiem i na spokojnie podelektować się magią gór.

Początek szlaku nie zapowiadał zimowej scenerii, a wręcz przeciwnie. Wiosenne słońce, topniejące resztki śniegu i przysłowiowa "ciapa" towarzyszyła nam początkowo przez dobre kilkanaście minut wędrówki. Powoli oddalaliśmy sie od zaparkowanego przy Leśniczówce i przystanku PKS samochodu, kierując się w górę wzdłuż potoku Łomniczanka. Dopiero po wejściu w las i bardziej zacienione miejsca, pojawił się pierwszy śnieg. Wkrótce rozpoczęło się jedno z najbardziej stromych podejść w Beskidzie Sądeckim, na Halę Groń (950 m n.p.m.). Wspinaczka tym odcinkiem trwała dobre 40 minut i całe szczęście, że nie trafiliśmy na oblodzone fragmenty szlaku, gdyż mógłby on okazać się zbyt trudny nie tylko dla wędrującego z nami 3,5-latka, ale też dla naszych czworonogów. Po tym mozolnym i żmudnym etapie było już tylko przyjemniej. Pojawiły się pierwsze widoki - z Tatrami na horyzoncie, kupa śniegu pod stopami i bardziej płaskie podejście, które doprowadziło nas już do samego schroniska. Po drodze spotkaliśmy zaledwie kilka osób.

Hala Łabowska to polana w Beskidzie Sądeckim, w środkowej części pasma Jaworzyny, położona na wysokości 1061 m n.p.m. Na hali znajduje się psiolubne schronisko PTTK, w którym spędziliśmy dwie noce. Zdumiał nas fakt, że pierwszej doby (z czwartku na piątek) byliśmy w nim jedynymi gośćmi. Można więc śmiało powiedzieć, że cały budynek i otoczenie schroniska był tylko dla nas, nie licząc sympatycznej obsługi i sporej gromadki głośno szczekających, miejscowych kundelków. Swoją drogą jedna z Pań, dokładnie nas poinstruowała, w jakich godzinach, jej sfora opuszcza mury schroniska w celu załatwienia podstawowych potrzeb oraz porannej i wieczornej gimnastyki. Jako że wataha puszczana była samopas, postanowiliśmy z naszymi łapciuchami wychodzić za potrzebą kilkanaście minut wcześniej, by zapobiec zawczasu ewentualnym konfliktom:) Pieski chociaż przyjazne, zaciekle broniły swojego terytorium, a szczególnie okolic kotłowni, o czym sami naocznie się przekonaliśmy podczas próby zrobienia zdjęcia z tyłu budynku. Efektem była poszarpana nogawka spodni i wymuszona rezygnacja z fotografowania okolic obiektu:)

Pobyt na Hali Łabowskiej, udowodnił, że można znaleźć jeszcze w polskich górach tzw. schroniska "w starym stylu". Bez wygód, bez prądu, bez tłumów roszczeniowych turystów. Dla podróżującego z nami przedszkolaka, nocleg w nim był nie lada przygodą. Krótkie, oszczędne menu nie każdemu na dłuższą metę mogłoby odpowiadać: owsianka, jajecznica i parówki na śniadanie. Na obiad do wyboru kilka zup, pierogi, naleśniki i kiełbasa z rusztu. Wystarczy jednak żeby zjeść ciepły posiłek i nabrać sił na dalszą drogę. Agregat w schronisku włączany był codziennie od 19:00 do 21:00. Wtedy mogliśmy przez 2 godziny do woli cieszyć się z wynalazku Thomasa Edisona. Kiedy w połowie marca dość szybko zapadał zmrok, kilkadziesiąt minut musieliśmy spędzić w ciemnościach lub naświetlając się ekranami smartfonów, bądź czołówką zamocowaną prowizorycznie na suficie. Po 21:00, gdy nastała ciemność, procedura była podobna. Z oczywistych względów, zapalanie świeczek było w pokojach zabronione. Na szczęście można było korzystać z nich w ogólnodostępnej jadalni. Tam też przez całą dobę była możliwość naładowania telefonu, dzięki energii zgromadzonej z paneli słonecznych. Drogę na korytarzach, do toalety czy do wyjścia, oświetlały na szczęście nieśmiało świecące ledy. Udało się więc nie zabić na schodach. Poza utrudnieniem w postaci czasowego braku światła (co z drugiej strony stanowiło nie lada atrakcję turystyczną), trzeba przyznać, że w schronisku było naprawdę wyjątkowo ciepło i przytulnie. W pokoju można było chodzić na boso i przesiadywać w krótkim rękawku, a nieco zmarznąć można było jedynie podczas wieczornej wycieczki pod prysznic.

Po dwudniowej gościnie, relaksie i szwendaniu się po okolicy, do Łomnicy-Zdroju wracaliśmy dłuższym, lecz łagodniejszym szlakiem żółtym. Początkowo szliśmy lasem, równolegle z trasą narciarską. Następnie prowadził on przez malownicze pola i łąki, mijając m.in. wzniesienie Parchowatkę (1005 m n.p.m.) oraz przysiółek Króle. Pomimo roztopów i typowego przedwiośnia, ukazująca się szeroka panorama Beskidu Sądeckiego naprawdę robiła wrażenie. Znaleźliśmy fajne miejsce na odpoczynek, by na koniec jeszcze trochę nasycić się górskim klimatem. Po zejściu na dół, pozostało jeszcze przejść przez niemal cała Łomnicę, by dotrzeć do auta przy Leśniczówce. Jeśli szukacie ciekawej i urozmaiconej trasy w Beskidach Zachodnich, na wycieczkę z dzieciakami lub czworonożnym pupilem, koniecznie odwiedźcie Halę Łabowską!

Komentarze do wpisu (0)

Newsletter
Odbierz 5% rabatu na pierwsze zakupy oraz bądź na bieżąco z nowościami i promocjami.
do góry
Sklep jest w trybie podglądu
Pokaż pełną wersję strony
Sklep internetowy Shoper.pl