Przejdź do głównej treści
  • ekspresowa DOSTAWA • darmowa wysyłka od 249 zł
Produkty w koszyku: 0. Zobacz szczegóły

Z dzieckiem i psem od schroniska do schroniska: Pętla wokół Pilska z Sopotni Wielkiej

Z dzieckiem i psem od schroniska do schroniska: Pętla wokół Pilska z Sopotni Wielkiej

Odkąd sięgamy pamięcią, naszym skrytym marzeniem było przejście Głównego Szlaku Beskidzkiego (GSB) – a przynajmniej jakiegoś dłuższego, konkretnego odcinka. Zawsze z zaciekawieniem i podziwem spoglądaliśmy na samotnych wędrowców z wielkimi plecakami, karimatami i namiotami. Taka wędrówka to synonim wyjątkowego poczucia wolności i niezależności. Marsz przed siebie, bez martwienia się o samochód zostawiony na parkingu i bez konieczności powrotu przed zmrokiem – to musi być niesamowite przeżycie. Na razie, z różnych względów, te plany odkładamy na przyszłość. Namiastką tej wyczekiwanej wyprawy stała się jednak nasza niedawna, klasyczna jesienna pętla wokół Pilska.

Beskidzki klasyk: Sopotnia Wielka — Hala Rysianka — Hala Lipowska — Pilsko - Hala Miziowa — Sopotnia Wielka

Pomysł na taką eskapadę zrodził się kilka tygodni wcześniej. Po raz pierwszy zaplanowaliśmy kilkudniową trasę od schroniska do schroniska, bez schodzenia w doliny na nocleg. Rezerwacji dokonaliśmy z dużym wyprzedzeniem, ryzykując i licząc na to, że uda nam się wstrzelić we wrześniowe okienko pogodowe. Ostatecznie trafiliśmy akurat na trzydniowe ochłodzenie i załamanie pogody. Co najważniejsze, ominęły nas jednak największe ulewy, które przetoczyły się przez Beskidy zaledwie dzień przed naszym wyjazdem. Plan był prosty: zostawiamy auto w Sopotni Wielkiej na prywatnym, strzeżonym parkingu „Przy Tartaku”. Dzięki temu zyskaliśmy spokojną głowę i nie musieliśmy zostawiać samochodu na poboczu drogi. Z parkingu ruszamy w stronę Hali Rysianki, by spędzić pierwszą noc w pobliskim schronisku na Hali Lipowskiej. Kolejnego dnia zaplanowaliśmy wejście na Pilsko i nocleg na Hali Miziowej, a trzeciego dnia – zejście w dół. Cała ta trzydniowa przygoda trwała od środy do piątku i do przejścia mieliśmy ok. 26 km.

Rykowisko, Rysianka i pierogi na Lipowskiej

Z Sopotni Wielkiej ruszyliśmy niebieskim szlakiem w kierunku Schroniska PTTK na Hali Rysiance (1290 m n.p.m). Pierwsza część trasy prowadziła przez wieś, ale na nudę nie mogliśmy narzekać. Już na samym początku wycieczki, na skraju lasu tuż obok ostatnich zabudowań, dostrzegliśmy wspaniałą chmarę jeleni. Naliczyliśmy potężnego byka z imponującym porożem oraz siedem łani wypoczywających na polanie. Wszystko to za sprawą trwającego właśnie rykowiska, które przypada na okres od połowy września do połowy października. Głośne, basowe ryczenie samców walczących o względy samic co chwilę niosło się echem po lesie. Ponoć w tym czasie jelenie tracą swoją naturalną ostrożność i lęk przed człowiekiem, stając się znacznie bardziej odważne. Niektórzy, mniej doświadczeniu turyści mylą nawet ich dźwięki z pomrukiwaniem niedźwiedzia. W akompaniamencie odgłosów króla puszczy, pokonując miejscami dość żmudne leśne odcinki, dotarliśmy w końcu do odsłoniętych zboczy Hali Rysianki. Pomimo ok. 15 stopni, przy stromych podejściach świetnie sprawdziła się nasza Szybkoschnąca koszulka turystyczna - Beskidy-GRANATOWA. Szliśmy niespiesznie, robiąc liczne przerwy ze względu na ciężkie plecaki i czas poświęcony na fotografowanie. Przed zachodem słońca zameldowaliśmy się pod schroniskiem.

Polana wokół niego, zazwyczaj mocno zatłoczona, tym razem była niemal pusta – minęliśmy zaledwie kilka osób. Z Rysianki w kilkanaście minut doszliśmy do naszego ulubionego schroniska w Beskidach – na Hali Lipowskiej (1269 m n.p.m.). Mimo że dotarliśmy na miejsce już po oficjalnym zamknięciu kuchni, obsługa przygotowała dla nas przepyszne, ręcznie robione pierogi. Dla tych smaków, ale przede wszystkim dla wspaniałej, rodzinnej atmosfery i przesympatycznych gospodarzy warto tu wracać za każdym razem! Przy okazji – jeśli tam będziecie, pamiętajcie, aby nie dokarmiać Femi, niezwykle przyjaznej, ale będącej już w podeszłym wieku suczki rasy nowofundland.

Pilsko we mgle i jesienne kobierce na Hali Miziowej

Następnego ranka, po obfitym i smacznym śniadaniu (które – warto wspomnieć – jest wliczone w cenę noclegu), ruszyliśmy z powrotem w stronę Hali Rysianki. Stamtąd czerwony szlak poprowadził nas grzbietem w kierunku Pilska (1557 m n.p.m.). Na rozwidleniu przed podejściem pod szczyt musieliśmy się jednak rozdzielić. Męska część ekipy ruszyła na spowity gęstą mgłą wierzchołek, natomiast psia mama została na dole z Buranem (naszym hasiorem). Polskie przepisy są tu bezwzględne: kopuła szczytowa Pilska jest objęta rezerwatem przyrody i obowiązuje tam zakaz wprowadzania psów. Żeby zbytnio nie zmarznąć podczas oczekiwania, była to doskonała okazja, aby przetestować naszą piersiówkę w ekoskórze z wymownym napisem „Za każdy zdobyty szczyt”, napełnioną pyszną, domową nalewką wiśniową.

Pogoda na samym szczycie niestety nie sprzyjała podziwianiu widoków – widoczność w partiach szczytowych spadała do zaledwie kilkunastu metrów. Pozostał więc pewien niedosyt. Wygląda na to, że Pilsko, podobnie jak pobliska Babia Góra, bywa dla nas wyjątkowo kapryśne i niechętnie odsłania swoje piękno. Za to po zejściu na Halę Miziową, mimo wietrznej aury, krajobraz w pełni to zrekompensował. Naszym oczom ukazały się malownicze zbocza Pilska porośnięte złotawo-brązowymi, a miejscami wręcz ognistoczerwonymi jesiennymi kobiercami. Na szlaku znów spotkaliśmy zaledwie paru turystów. Ta niesamowita górska cisza, przerywana jedynie od czasu do czasu dalekim porykiwaniem jeleni, potęgowała nostalgiczny, melancholijny nastrój.

Po porządnym ogrzaniu się w przytulnym schronisku przyszedł czas na wyczekiwany odpoczynek. Wieczorem aura znów dała o sobie znać i za oknami rozpętała się potężna ulewa. Na szczęście o poranku niebo nieco się przejaśniło. Spakowaliśmy klamoty, zjedliśmy śniadanie i ruszyliśmy w drogę powrotną do samochodu. Co ważne, zamiast schodzić najkrótszym, zielonym szlakiem przez las, wybraliśmy nieco dłuższą, ale zdecydowanie bardziej widokową trasę przez Malorkę. Droga ta prowadzi grzbietem dawnych hal pasterskich, serwując na pożegnanie cudowne panoramy.

Zakończenie i dlaczego chcemy tam wrócić

Podsumowując – jeśli planujecie podobną wycieczkę, noclegi w schroniskach warto zarezerwować z kilkutygodniowym wyprzedzeniem. Jest to szczególnie ważne, gdy wędrujecie z czworonogiem. W większości obiektów z psem nie zostaniecie przyjęci do sali zbiorowej, dlatego prywatny pokój to konieczność. W zamian za odrobinę planowania, góry odwdzięczą się Wam z nawiązką. Wybierając dni poza weekendem, możecie liczyć na puste szlaki i Beskidy praktycznie na wyłączność. Zbocza Pilska przyozdobione w pomarańczowe, czerwone i złociste dywany, spowite dodatkowo niską mgłą, tworzą we wrześniu wręcz magiczną aurę. Na Hali Lipowskiej gościliśmy już dwukrotnie i już teraz nie możemy się doczekać, kiedy znów zasiądziemy w tej klimatycznej jadalni, delektując się genialną domową kuchnią. Z samym Pilskiem mamy za to osobiste rachunki do wyrównania. Kto wie, może następnym razem szczyt okaże się łaskawszy i odsłoni przed nami swoją majestatyczną panoramę, o której krążą legendy?